lub zarejestruj się
(Po)Południe w Albanii
Autor: Igor Rumiński

Celem naszej nowej wyprawy z ekipą PTTK BEZDROŻA jest perła Bałkanów - Albania. Chcemy bliżej poznać tę kulturową mozaikę i przedrzeć się przez wspaniałe, dzikie szlaki górskie. Będziemy się upajać widokiem tamtejszych jezior z lazurową wodą oraz zwiedzać starożytne zabytki.

Na naszym albańskim szlaku znajdą się m.in.: PN Lura, PN Dvjaka, PN Llgoara, jeziora Ochrydzkie i Perspa, Tirana, Mount Dajti, Kruja - zamek Skandenberga, Butrint - antyczne miasto i Albańska Riviera.

Jak zwykle, przywieziemy z wyprawy mnóstwo zdjęć i opisów, z których powstanie unikalny turystyczny przewodnik.

Śledźcie nasze offroadowe poczynania w dniach 2-18 sierpnia!


[Piątek 16.08]

Rankiem zjeżdżamy do Tirany i pakujemy się prosto w miejski kocioł. Mijamy stolicę, przed nami Kruja i zamek Skanderberga. Na zwiedzanie dajemy sobie godzinę, bo droga przed nami daleka, zamierzamy dotrzeć Shkoder i przekroczyć granicę i dalej na północ do granicy z Czarnogórą.



[Czwartek 15.08]

Wyruszamy dość wcześnie. Jogi poszukuje spawacza, bo odkrył pęknięcie na ramie, a pozostała część ekipy jedzie między laguną a morzem. Mijamy wędkarzy (obsługujących nawet po kilka wędek jednocześnie), wodne ptactwo, w tym pelikany. Docieramy do Durres, skąd zgarniamy Waldka i Renię i jedziemy do Tirany. Z centrum wjeżdżamy na górę Dajti, tzw. balkon Tirany, gdzie nocujemy.



[Środa 14.08]

Rano jeszcze kąpiemy się w morzu, a w południe ruszamy w dalszą drogę, wspinając się pod stromą górę. Przejeżdżamy serpentynami przez park narodowy Llgoara, za specyficznie ukształtowanymi sosnami. W Orikum zahaczmy o bazę wojskową. Można tu zwiedzić stanowisko archeologiczne, ale tylko w obecności przewodnika. Niestety, przewodnika nie ma, więc zostajemy odprawieni z kwitkiem. Kierujemy się na Vlore, potem Fier, żeby dotrzeć do laguny Karavastase. Na nocleg zatrzymujemy się po zmroku, 2 km przed laguną, żeby od rana podziwiać jej uroki.



[Wtorek 13.08]

Rano szybko się zbieramy, bo słońce pali niemiłosiernie. Do Butrint przeprawiamy się promem rzecznym. Zwiedzamy starożytne miasto. Jest na tyle wcześnie, że udaje nam się zdążyć przed wycieczkami autokarowymi, co pozwala nam w pełni chłonąć atmosferę miasta. To najbardziej na południe wysunięty punkt naszej wyprawy. Odbijamy na północ w kierunku Himare, gdzie mamy namiar na dziką plażę. W Borsh zatrzymujemy się w restauracji położonej na źródle. Jedzenie nie zachwyca, ale spływająca z gór woda daje przyjemny chłód. Około 12 km za Himare, stromą, kamienistą drogą docieramy do plaży. Wpływamy do jednej ze skalnych grot. Nocujemy na plaży.



[Poniedziałek 12.08]

Wyruszamy w kierunki Gjirokaster i jedziemy urokliwą doliną rzeki Vjosy. Odwiedzamy ciepłe źródła, do których droga prowadzi przez most zbudowany za czasów panowania imperium osmańskiego. Dalej nasz track prowadzi do Błękitnego Oka, czyli źródła o głębokości 50 m i temperaturze 10 stopni C, wybijającego spod ziemi. Zażywamy orzeźwiającej kąpieli, Legia wykonuje kilka efektownych skoków i ruszamy dalej w kierunku Butrint. Na nocleg zatrzymujemy się w szczerym polu, kilka kilometrów od celu.



[Niedziela 11.08]

Przyjemny, chłodny poranek nad jeziorem Ohrid. W Lin zabawiamy dość długo, korzystając z dostępu do internetu i gniazdek 220V, smażąc i smakując rybkę złowioną przez Legię. Pobyt kończymy kąpielą w jeziorze. Późnym popołudniem pakujemy manatki i ruszamy w kierunku Korce, a później Leskovik. Dostajemy informację, że Waldek i Renia dotarli do Durres. Na krętej, górskiej drodze zastaje nas zmrok, więc decydujemy się nocować na kempingu. Czyste toalety i prysznic z ciepłą wodą są równie miłym zaskoczeniem jak międzynarodowe towarzystwo i dobrze zaopatrzona restauracja.



[Sobota 10 sierpnia]

Łada jeździ, ale wymaga spawania. Na miejscu jest spawacz, więc udaje się zespawać wahacz - w misce z wodą, żeby nie stopić polibusza. Musimy jednak zjechać do Peszkopi, bo Łada wymaga bardziej skomplikowanej ingerencji spawacza. Dodatkowo Renia wymaga pomocy lekarskiej. W Peszkopii się rozdzielamy: Renia i Waldek decydują się jechać nad morze, tam odpocząć i na nas zaczekać. Dopada nas ulewa. W deszczu dojeżdżamy do Jeziora Ohrydzkiego, gdzie zostajemy na nocleg w Lin, raczeni przez naszego gospodarza miejscowym przysmakiekiem - rybą koran, opędzając się od wszędobylskich krabów :)



[Piątek 9 sierpnia]

Ten dzień upływa na reanimacji Łady. Zaczyna się od samego rana. Udaje się ją postawić na koła, ale niestety nie na długo, bo usterka jest poważna i kończy się awarią skrzyni reduktora oraz całkowitą utratą napędu. Musimy się holować. Docieramy do najbliższej miejscowości i zatrzymujemy u jednego z gospodarzy. W miejscowości nie ma mechanika, o częsciach do Łady nie ma nawet co marzyć. Po reduktor ekipa rusza aż do Macedonii. Wracają i zaczyna się polowa wymiany skrzyni, która trwa do drugiej w nocy. W międzyczasie gospodarz daje nam lekcję parzenia kawy po turecku, w stylu albańskim, i częstuje pędzoną przez siebie raki.



[Czwartek 8 sierpnia]

Rano pierwsze kroki kierujemy nad wodospad odkryty przez Legię. Woda przyjemnie chłodna, pomaga się obudzić. Na śnaidanie miejscowi przynoszą nam świeży chleb i ser, a potem zabierają nas na stację benzynową, gdzie paliwo odmierzane jest półtoralitrową, plastikową butelką po napoju. Ruszamy przez góry do najbliższego miasteczka. Musimy odwiedzić bankonat, ale przede wszystkim mamy ochotę na obiad w restauracji. Tafiamy bardzo dobrze, jedzenie wyśmienite: tradycyjna pasta, kawałki jagnięciny, steki wołowe, ryba i pyszna sałtka. Noclegu szukamy po omacku.



[Środa 7 sierpnia]

Jedziemy przez Lure. Park znany z licznych jeziorek. Dochodzimy do wniosku, że to taka dolina pięciu stawów w skali makro. W ostatnim jeziorku postanawiamy się wykąpać, bo upał wręcz nieznośny. Odkrywamy też geocash'a z polskim wpisem. Szlak kończymy wizytą w sklepie, gdzie zopatrujemy się w kozinę - mięso kupuje się praktycznie z podłogi, ćwiartowane na miejscu i pakowane w reklamówkę. Przyrządzmy gulasz z cebulą, duszony w piwie - smakuje pierwszorzędnie. Obozujemy nad niewielką rzeczką.



[Wtorek 6 sierpnia]

Dzień rozpoczynamy od poszukiwania mechanika i wału do landrovera. Z częściami do Disco nie ma w Albanii problemów - to obok mercedesa bardzo popularna marka. Udaje się na przedmieściach Peszkopii, przy okazji w drugim landroverze wymieniamy filtr paliwa. Pozostała część ekipy korzysta z uroków kąpieli w pobliskim jeziorku, odkrytym przez Legię. W drogę ruszamy ok. 14.00. Kierujemy się w stronę parku narodowego Lure. Nocujemy na szklaku.



[Poniedziałek 5 sierpnia]

Granicę węgiersko-serbską przekraczamy z samego rana. Połykamy kolejne kilometry autostrady. Na obwodnicy Belgradu jeden z landroverów wpada w wibracje i traci przedni wał, który dosłownie się rozsypuje. Wykręcamy go na szybko i jedziemy dalej na tylnym napędzie. Mijamy Macedonię, granicę z Albanią przekraczamy przed północą. Nocujemy w Peszkopii.



[Niedziela 4 sierpnia]

Wyjeżdżamy z Polski przed południem, docieramy na Węgry i nocujemy blisko granicy z Serbią.


W ubiegłoroczny długi weekend wylądowaliśmy na północy Albanii, którą dosyć dokładnie zwiedziliśmy. Ostatecznie jednak poddaliśmy się zwałom śniegu w trzecim odwiedzanym parku narodowym, czyli Lure. Teraz wracamy, aby dokończyć trasę i zatoczyć koło.

Będziemy wjeżdżać od Peshkopi. Na początek chcemy zdobyć jeziora w parku Lure. Dalej droga będzie wiodła na południe, gdzie zawróci i zawiedzie nas na Albańską Riwierę...

Komentarze:
Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany !
Copyright 2005-2012 © by Unimot Express Sp. z o.o.