lub zarejestruj się
Bieszczadzkie motywacje
Autor: Igor Rumiński

Do bieszczadzkich chat dotarliśmy późno. Szczęśliwie, większość z nas spotkała się jeszcze w drodze. Po przyjeździe na miejsce udaliśmy się na regenerujący spoczynek.

Plan wyjazdu był dosyć napięty - w piątek koniecznie chcieliśmy jechać do Lwowa, sobotę przeznaczyliśmy na terenowe poszukiwanie skarbów - geocaching, a na niedzielę plan przewidywał typowy bieszczadzki off-road.

W piątek rano wyruszyliśmy w kierunku przejścia granicznego w Krościenku. Nastawieni byliśmy na zwyczajowo przeciągające się formalności, ale ostatecznie granicę przejechaliśmy dość gładko. W drodze do stolicy zachodniej Ukrainy zatrzymaliśmy się na targu w Starym Samborze, gdzie zrobiliśmy zakupy. Ukraiński biały ser, peklowana słonina, przewiązana niebieską nitką szynka i krówki z napisem ?kto skazał mu?? na stałe już goszczą na naszych listach zakupów.

W samym Lwowie udaliśmy się na Cmentarz Łyczakowski, gdzie odwiedziliśmy groby znanych Polaków (m.in. Marii Konopnickiej, Gabrieli Zapolskiej, Juliusza Konstantego Ordona) oraz na Cmentarz Orląt, na którym oddaliśmy cześć polskim obrońcom Lwowa. Po zwiedzaniu parku zadumy, ruszyliśmy na stare miasto - część z nas wybrała odwiedziny w restauracji żydowskiej, a część posiliła się tradycyjną ukraińską kuchnią w restauracji mieszczącej się na jednej z uliczek dochodzących do rynku. Do lokalu stylizowanego na bunkier partyzancki nie udało nam się dostać, ponieważ strażnik w mundurze UPA poinformował nas o braku miejsc. Miasto mieniło się kolorami neonów i blaskiem lamp, odbijającym się w wybrukowanych uliczkach. Żal było wracać, ale czekały nas jeszcze dwa dni w terenie. Na kwatery zajechaliśmy późno, ale zdążyliśmy się jeszcze przywitać z resztą ekipy, która dojechała dzień później.

Sobotnią sielankę domowego śniadania przerwał donośny głos wzywający wszystkich na odprawę. Zostały rozdane roadbooki z opisanymi geocache?ami do odkrycia. Kolejność potwierdzania nie była obowiązkowa, ale punkty, które przygotowali Adam z Igorem zostały rozstawione w taki sposób, aby podczas drogi udało się zwiedzić kluczowe miejsca w Bieszczadach, a przy okazji pojeździć po szutrach. Załogi radziły sobie całkiem nieźle, ale chcąc zaliczyć wszystkie zadania, niektórzy wrócili po zmroku, za to z zadowolonymi minami. Prawie jednogłośnie wygrała załoga Jogisa, która znalazła wszystkie cache i zameldowała się w wyznaczonym miejscu. Jednak największymi zwycięzcami okazały się dzieci, które usatysfakcjonowane zgromadzonymi skarbami z cache?y, po kolacji padały na posłaniach.

Na niedzielę zaplanowaliśmy wyjazd off-roadowy. Kolumna prowadzona przez Adama stopniowo zagłębiała się w teren, napotykając kolejne błotne przeszkody. Nie zabrakło stromych zjazdów i podjazdów, w ruch musiały pójść taśmy i wyciągarki. Wszystko to odbywało się w niebywale urokliwej, jesiennej scenerii. Kiedy udało się nam objechać Zalew Soliński, a nasze samochody wyglądały jak po błotnym SPA, gremialnie postanowiliśmy udać się do Polańczyka, gdzie zasiedliśmy w knajpce "Bieszczadzki Zakapior". Pałaszowaliśmy pierogi z kaszą, czosnkową polewkę, pstrągi i żurki w chlebie. Atmosfera była tak przytulna, że nie chciało się wychodzić. Żeby podtrzymać ten pozytywny nastrój, po powrocie do chat zorganizowaliśmy w wiacie grillowej mini pokaz slajdów z tegorocznych wyjazdów. Biesiadowaliśmy długo wiedząc, że to już nasza ostatnia noc w Biesach. Rankiem czekało nas jeszcze usunięcie awarii tarczy hamulcowej w jednym z samochodów. Poszło sprawnie i wczesnym popołudniem wyruszyliśmy w drogę powrotną.

Ostatnia noc pozostawiła jednak niedosyt, dlatego 2 listopada postanowiliśmy urządzić slajdowisko z klubowych wypraw w 2013 r.

Niebawem ogłosimy kalendarium wypraw na rok 2014, ale już teraz możecie się spodziewać niespodzianek - i to całkiem egzotycznych…

Komentarze:
Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany !
Copyright 2005-2012 © by Unimot Express Sp. z o.o.