lub zarejestruj się
Bułgaria, czyli Dupnica Trophy
Autor: Igor Rumiński

 

Celem pierwszej Ekspedycji Klubowej KTM PTTK Bezdroża jest Bułgaria. W dniach 26 kwietnia – 5 maja uczestnicy wyprawy dotrą do najpiękniejszych i najcenniejszych kulturowo zakątków tego regionu.

Ekspedycja Dupnica Trophy osiągnęła zamierzony cel, jakim było zbadanie terenów górskich w Bułgarii i ich potencjału w zakresie uprawiania turystyki 4x4. Jednakże, jak to zwykle bywa, wyjazd pozostawił niedosyt, gdyż nie dotarliśmy w Rodopy. Nic nie dzieje się przypadkiem, dlatego już teraz zapowiadamy dłuższy, dwutygodniowy wyjazd w marmurowe góry podczas następnych wakacji w 2014 r.

Podsumowując, tereny wzdłuż granicy z Serbią stanowią doskonałą bazę wypadową na wycieczki dla samochodów z napędem na cztery koła. Piękne krajobrazowo, a jednocześnie wymagające techniczne szlaki zapewniają zarówno wrażenia estetyczne, jak i jazdę, która doskonali umiejętności kierowcy. Gościnność mieszkańców, otwartość i brak komercji są atutami, dzięki czemu łatwo nawiązać kontakt i zanurzyć się w atmosferę wsi bałkańskiej. Liczne monastyry, w których panuje zupełnie inna atmosfera niż w naszych kościołach, zabytki, które nieraz trzeba samemu odszukać oraz pozostałości po reżimie komunistycznym tworzą całość, w która nas zachwyciła.

Jeśli chodzi o turystyczną eksplorację, Bułgaria zasługuje na mocną piątkę z plusem. Dodając do tego pyszną kuchnię i wino, którym Bułgaria stoi, wychodzi szóstka!


[4 maja 2013]

Budzi nas dźwięk owczego dzwonka i pojedyncze krople uderzające o namiot. Zrywamy się szybko, bo nie mamy ochoty pakować się w deszczu. Po wyjściu z namiotów stajemy jak wryci. Okazuje się, że rozbiliśmy obóz naprzeciwko melnickich piramid. Widok wspaniały? Deszcz przechodzi bokiem, podobnie jak owce zagonione w inną część polany przez pasterza, który aż do wyjazdu prowadzi pilne obserwacje naszych poczynań. Szybkie mycie, śniadanie i w drogę.

Zjeżdżamy do Melnika, zaopatrujemy się w pamiątki (pełny przekrój, łącznie z drewnianymi ciupagami) i wino (polecamy szczególnie białe Chardonnay, dostępne w pięciolitrowych baniakach) i odjeżdżamy trakiem w kierunku granicy z Macedonią. Trak jest przejezdny tylko częściowo, więc musimy zawrócić. Na drodze spotykamy żółwia. Niestety, nie udaje nam się nawiązać z nim bliższego kontaktu. Gad zamyka się w skorupie, więc odstawiamy go w spokojne miejsce. Bardziej komunikatywny okazuje się napotkany winiarz, który wskazuje nam wygodną drogę do asfaltu. Niebawem docieramy do granicy z Macedonią.

Tak kończy się nasza przygoda z Bułgarią i rozpoczyna kolejna - podróż do domu. Ale to już zupełnie inna historia...



[3 maja 2013]

Nocujemy przy hotelu i restauracji Valdis. Rano zamawiamy obfite śniadanie. Na stole lądują regionalne dania. Niestety, nie wszystko jest zjadliwe - flaki wołowe, przyrządzane na słodko, okazują się totalną porażką. Za to stek barani z cebulką zapiekaną w cieście, chłodnik na kwaśnym mleku i sałatka szopska ratują sytuację, więc uśmiechnięci wyruszamy dalej.

Wjeżdżamy samochodami na wysokość 1800 m n.p.m. z nadzieją, że dotrzemy do jeziora Kalin. Niestety, zatrzymują nas połacie śniegu. Wysiadamy z samochodów i radzimy co dalej, jednocześnie urządzając krótką bitwę na śnieżki.

Po zjeździe kierujemy się w stronę bezimiennego miasta. Trakt nie zachwyca, bo kamienie i wyboje męczą. Na koniec musimy wysiąść z samochodów i skorzystać ze stromej ścieżki, żeby dotrzeć do celu. Na miejscu wita nas kapliczka i pozostałości kamiennej osady (oraz kości zebrane w reklamówkach!). Wpisujemy się do księgi pamiątkowej i zbiegamy w dół, bo przegania nas deszcz.

Obieramy kurs na Melnik, gdzie docieramy wieczorem. Miasteczko wita przydomowymi winiarniami. Parkujemy w centrum i rozsiadamy się w restauracji. Stół szybko zapełnia się potrawami zamawianymi w ciemno (niestety, jedną z nich są znowu flaki na słodko, zamówione omyłkowo) i przepysznym miejscowym winem. Ucztujemy do późnego wieczora, więc obóz rozbijamy po ciemku, ale za to w doskonałych humorach.


[2 maja 2013]

Od rana borykamy się z usterką. Wykręciła się śruba od zacisku hamulca z drugiego koła? Ale od czego jest bułgarskie forum off-roadowe? Apelujemy o pomoc i nie musimy długo czekać. Dzwoni telefon, podajmy współrzędne i nadciąga pomoc w postaci KIA Sportage, uzbrojonego w dwóch panów: szczuplutki kierowca ze słabą angielszczyzną i potężny, były zapaśnik, obyty w świecie i w obcych językach.

W Bułgarii właśnie rozpoczynają się święta, więc zabierają nas do zaprzyjaźnionego warsztatu, zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Po drodze zahaczamy o sklep, gdzie nasi nowi przyjaciele robią zakupy (pieczywo, kebabcze (walce z mielonego mięsa), kiufte (kotlety z mielonego mięsa), lutenicę (pasta pomidorowo-paprykowa), ostre papryczki w zalewie i napoje).

Docieramy do mechanika, ale zwyczaj nakazuje posilić się przed pracą, więc ucztujemy na masce terenówki. Niestety, sprawa ze śrubą się komplikuje, w warsztacie nie ma zamiennika, nie ma gwintownika... Nagle właściciel KIA znika i po chwili wraca z triumfalnym uśmiechem na twarzy. W ręce trzyma śrubę od swoich pasów bezpieczeństwa, które 10 dni wcześniej wymienił na ?takie od mercedesa, bo oryginalne się zacinały?. Śruba pasuje ja ulał! Na koniec umawiamy się na kolejne wakacje w Rodopach i ruszamy dalej, w kierunku monastyru w Rile.

Na miejscu jesteśmy późnym popołudniem. Monastyr jest jeszcze otwarty, więc rozpoczynamy zwiedzanie. Widok zapiera dech w piersiach? Wewnątrz przepych i bogactwo złota (niestety, nie wolno robić zdjęć), przepiękny dziedziniec z kilkoma źródłami, a na zewnątrz - trudna do zdobycia twierdza. Zachwyty przerywa telefon od Husky?ego, który wybrał ?alternatywną? drogę do monastyru i utknął. Na pomoc wyrusza ekipa ratunkowa: samochód z pięciu chłopa i całym ekwipunkiem off-roadowym na pokładzie. Pozostali rozbijają obóz i trwają w oczekiwaniu? Po trzech godzinach ekipa melduje wykonanie zadania, a półtorej godziny później wszyscy wracają cali i zdrowi. Opowieści trwają do późnej nocy?


[1 maja 2013]

Nocujemy na kamienistej polance, nieopodal nieczynnej sztolni, za to z nadczynnymi skorpionami (jednego znajdujemy przyczajonego rano pod namiotem).

Dzień rozpoczynamy od kąpieli w lodowatym strumieniu i tak orzeźwieni wyruszamy na track. Trudny technicznie, ale urozmaicony widokowo. Długa wspinaczka drogą prowadzącą przez las i straszącą przepaściami kończy się na połoninach.

Pod koniec dnia docieramy na przedmieścia Sofii i tam nocujemy. Rozkoszujemy się widokiem stolicy u podnóża góry Witosza. Okoliczny monastyr otacza nas swoją opieką, dostarczając wody pitnej. Wokół pasą się owce i kozy.

Mamy za sobą ciężki, ale satysfakcjonujący dzień. Do snu tulą nas rechocące żaby i cykady.


[1 maja 2013]

Szczęśliwie dotarliśmy do Wraczańskiego Bałkanu, który przywitał nas przepięknymi widokami. Szlaki okazały się tu technicznie trudne; liczne osuwiska i rumowiska skutecznie utrudniały przejazd.

Po przebyciu masywu, ujrzeliśmy zapierający dech w piersiach widok przełomu rzeki Iskr. Następnie odbiliśmy ze szlaku na wschód, żeby dotrzeć do Monastyru Siedmiu Ołtarzy.

Dziś musimy przebić się do Sofii i objechać ją, aby dotrzeć do Witoszy i Riły.


[30 kwietnia 2013]

Pogoda niezmiennie dopisuje, zmierzamy w kierunku Wraczańskiego Bałkanu.

Wczoraj dopadły nas dwie usterki. W jednym Land Roverze wypadła śruba z zacisku hamulca. Po prowizorycznej naprawie w terenie udało się dobrać zamiennik w zakładzie lakierniczym. W drugim Land Roverze konieczna była wymiana przewodu od chłodnicy, bo atmosfera pod maską zrobiła się niebezpiecznie gorąca.

Szczęśliwie dojechaliśmy do Chiprovtsi, gdzie zwiedziliśmy monastyr i skąd - eskortowani przez dwóch przemiłych panów z policji granicznej (w zielonym Defenderze) - podążyliśmy trakiem prowadzącym tuż przy granicy z Serbią. Rozstaliśmy się na drodze na Berkowicę.

Nocleg spędziliśmy nad jeziorem, nękani przez komary i kołysani do snu rechotem żab.


[29 kwietnia 2013]

Bułgaria przywitała nas piękną pogodą. W ciągu dwóch dni zwiedziliśmy wykute w skale cele Monastyru Albotyńskiego, jaskinię Magura ze śladami pierwotnych mieszkańców, fortecę i piaskowe formacje skalne w Bełogradcziku.

Mieliśmy też okazję spróbować miejscowych smakołyków: kebabczety, sałatki szopskiej, tzatzików, lutenicy, sera sirene.

Nocna wichura zmusiła nas do połączenia sił na leśnym dukcie. Liczymy, że użytkownicy docenią nasze wysiłki :)

Pozdrowienia od całej Ekipy!


 
W Ekspedycji bierze udział 18 osób, jadących 5 samochodami.  Do punktu docelowego zamierzają dotrzeć przez: Słowację, Węgry i Serbię.  Bułgarię będą zwiedzać z północy na południe, wzdłuż zachodniej granicy państwa. W sumie pokonają tu ok. 1100 km. 
 
Na trasie wyprawy z pewnością zobaczymy urokliwe pasma górskie: Stara Płanina, Riła, Pirin, Rodopy oraz wiele innych, atrakcyjnych miejsc, które ekipa KTM PTTK Bezdroża będzie dla nas odkrywać.
 
Od pierwszych dni Ekspedycji będzie można obejrzeć wyjątkowe zdjęcia, przeczytać gorące wpisy  i na bieżąco śledzić przebieg kolejnych etapów wyprawy.
 
Obserwuj naszą ekstremalną wyprawę i sprawdź, jakie zakątki Bułgarii odkryją pasjonaci turystyki motorowej!
Komentarze:
Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany !
Copyright 2005-2012 © by Unimot Express Sp. z o.o.